"Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek[..]Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tyko wtedy, gdy ciało ginie."

piątek, 21 listopada 2014

"Czuję strach przed je­go obojętnym spojrzeniem"

W końcu weekend. Tak bardzo upragniony moment na odpoczynek. Ostatnimi czasy coraz mniej czasu typowo dla siebie.

Co z tego, że wszyscy uważają to za poroniony pomysł? Nawet jesli nie jest to szczytem manewrów taktycznych dotyczących zapanowania nad tym wszystkim co dzieje się aktualnie dookoła. Pomijając fakt, że ostatnimi czasy przekonałam się jak bardzo strach potrafi człowieka paralizowac przed podjęciem jakiegoś działania. Faktem jednak jest, że jeśli będzie się stało w miejscu to nic się nie zmieni. Trzeba wykonać jakiś ruch...Jakikolwiek! Byle tylko nie stać w miejscu. Nie ważne czy to się dobrze, czy źle skończy.

Zawsze pozostaje mozliwość skrupulatnego odbudowania muru obojętnosci jeśli przypadkiem zostanie zniszczony przez jakiś silny buldożer ;) No i oczywiście od tego tez mam ludzi :P Zblizają się święta, czas kiedy wszystkie krasnale zakasaja rękawy do pracy. Byćmoże to idealny czas na ewentualne (raczej w 100% prawdopodobne) dodanie im odrobinki pracy?
"Ostatnio mam zamęt w głowie i sercu. Potrzebuję mapy, żeby odnaleźć się we własnych uczuciach, ale wszystkie mapy są nieaktualne i błędne" Catherine Ryan Hyde
I solemnly swear, that I'm plotting something bad/evil." :P

To tak dużo ?

poniedziałek, 17 listopada 2014

"Jak długo?
Może rok..."

Wiesz, że to wszystko przyspiesza... Za bardzo przyspiesza. Jak można nie ufać komuś kogo spojrzenie wystarczy żeby wyodrębnić z ciebie te najważniejsze kawałeczki, które są szczelnie ukryte pod magiczną warstwą "wszystko ok".

"It all comes back, but he never does"

Szczelnie pozamykane. Klucz wyrzucony.
Nigdy więcej.
Pomimo wszystko nie można przeciez niszczyć komuś życia, opinii, tego co wypracował przez lata tylko i wyłącznie dlatego żeby wszystko w twoim życiu znalazło swoje miejsce. Dodatkowo jeszcze nie mając pojęcia czy wgl uda ci się być częścią tego wszystkiego.


Lost my balance *

piątek, 14 listopada 2014


"Życie, rani bardziej niż bomby. Na każdym kroku czai się śmierć i zdrada. Jeśli więc nie zakładamy skafandrów, dla ochrony przed życiem, jaki jest sens chronienia się w nich przed śmiercią?  Dzień po dniu, życie zabija nas po trochu. Bomba zabija nas raz, a dobrze.”
Cytat z jednego z lepszych filmów jakie kiedykolwiek widziałam. Zdecydowanie plasuje się w czołowej trójce :) Czasami powracanie do takich starych, dobrych filmów przydaje się w uporządkowaniu całego bałaganu jaki się robi po drodze. 

Z życiem jak z ludźmi, ranią na każdym kroku bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji, no ale cóż bywa i tak. Dzisiaj całe popołudnie i wieczór spędzone nad matematyką-zwaną również królową nauk :P Coraz bardziej zaczynam się przekonywać do tego, że podjęłam słuszną decyzję, w końcu zawsze trzeba próbować. 

Już niedługo święta, nowy rok, imprezy okolicznościowe i Bełchatów wzywa.

 Nigdy nie byłam w Paryżu zimą, ostatnio coraz częściej po głowie pląta mi się myśl, żeby zobaczyć to miasto pokryte śniegiem... Kiedys tam pojadę w zimie, a póki co biologia mnie wzywa. W końcu dwa zeszyty matury w pigułce same się nie przepiszą prawda ? 

Jakies wspomnienia? Przypomina się szkolna wycieczka czyz nie ? :)

Tymczasem polecam posłuchać...

poniedziałek, 10 listopada 2014

"...Lada chwila zniknę 
Może zauważysz
             Może się zdziwisz co poszło źle

            Niczego nie wybieram

         Po prostu nie mam już sił dłużej walczyć"

Długi weekend jakimś dziwnym sposobem stał się zaskakująco krótki. Jeszcze tylko jutro, a w sumie nic produktywnego nie zrobiłam w tym czasie wolnym. No może oprócz skomplikowania sobie życia jeszcze bardziej ale to przecież standard w moim wykonaniu.
Pomimo wszystko ostatnie dwa dni były bardzo pozytywne. Powroty nad ranem do domu,  nawet mogłabym się przyzwyczaic do takiego trybu, może jednak nadaję się na lekarza?

Teraz trzeba znaleźć moc na to, żeby iść dalej z tym huraganem w środku. W końcu to żadna nowość prawda? Wszyscy uczymy się udawać, w sumie można by powiedzieć, że bylibyśmy znakomitymi aktorami kwestia tego czy gra jest warta świeczki?

Być jak bryła lodu ..

sobota, 1 listopada 2014

Każdy człowiek ma własną odskocznię od codzienności. Sport, rysunek, muzyka czy książki. Każda z tych dziedzin tworzy własny świat, niezależny i odseparowany od aktualnych problemów dnia codziennego.
Dla mnie istniał właśnie taki, nieco odmienny od innych mały światek. Ciężko zrozumieć wielu osobom nie należącym do niego, że można z radością wstawać o poranku nawet w dni wolne, tylko i wyłącznie po to, żeby wsiąść na rower i z prędkością światła pedałować do niewielkich budynków, będących domem niesamowitych istot, które potrafiły sprawić, że najgorszy dzień nagle stawał się znośny, zaryzykuję stwierdzenie, że nawet przyjemny. Żeby lepiej zrozumieć odmienność tej pasji trzeba to bardzo szczegółowo zobrazować...

Mglisty listopadowy poranek. Idąc w kierunku wielkich drewnianych drzwi, będących wrotami do lepszego świata czujesz specyficzny zapach słomy i siana. Ręce zazwyczaj nie wyposażone jeszcze w rękawiczki(z bardzo prostego powodu, który za chwilę podam) ogrzewasz własnym oddechem. Powoli odblokowujesz zamknięcie w drzwiach, aby wślizgnąć się po cichu do środka. Tu znajduje się granica. Następnym dźwiękiem jaki słyszysz jest ciche, powitalne rżenie. W tym momencie niezależnie od temperatury panującej na zewnątrz momentalnie czujesz ciepło w całym ciele, promieniujące od klatki piersiowej, obejmując każdy najmniejszy skrawek twojego ciała. Podchodzisz do twojego prywatnego kaloryferka, posiadającego cztery długie nogi wyposażone w delikatne kopyta oraz parę dużych wpatrzonych w ciebie oczu. Otwierasz furtkę do boksu i witasz się. To jest powód, dla którego nie masz na sobie rękawiczek, a mianowicie możliwość wtulenia się w to wielkie zwierze posiadające miękką, puszystą i delikatną sierść, ogrzewającą twoje zimne ręce. Czyszczenie, siodłanie(opcjonalnie) i jedziesz na łąkę spowitą resztkami mglistego poranka. Dookoła panuje cisza, którą tylko od czasu do czasu przerywa odgłos zwierząt leśnych, rozpoczynających również swój dzień. Wielkie czekoladowe ślepia patrzą wyczekująco w twoim kierunku, a więc zamykasz wyjście z łąki. Powoli podchodzisz do tego delikatnego stworzenia i odpinasz karabińczyk. Idziesz przed siebie, a za tobą krok w krok podąża twój osobisty cień. Zatrzymujesz się- on również. Przyspieszasz- on cię goni. Podchodzisz do zwierzęcia i dajesz mu sygnał oznaczający możliwość biegu. Następnym co słyszysz jest miarowy odgłos kopty uderzajacych dźwięcznie o twarde podłoże. Na ten dźwięk czekasz cały dzień, uspokaja cię to i utwierdza w przekonaniu, że warto było tak wcześnie wstać. Zaraz potem radosne rżenie i to wielkie stworzenie znajduje się u twojego boku, patrząc wyczekująco i obdarowując cię spojżeniem wyrazającym chęć zabawy. Zachowujesz się jak dziecko, biegasz, skaczesz, budujesz więź. Po kilkunastu minutach otrzymujesz przyzwolenie na wdrapanie się na jego grzbiet. Delikatne syngały, budowanie nici porozumienia. Tych momentów nie da się porównać z niczym innym.

Tak to powinno wyglądać, jendak obecnie dla wielu osób ogranicza się to do wejścia do stajni, mocowania się z "pomocami" w postaci wypinaczy, czambonów, gum, ostróg itp. Następnie trening, zdecydowanie różniący się od tych chwil opisanych powyżej. Sprowadza się on do: "wyprostuj plecy, obciagnij pięty, utrzymuj mocny kontakt, zbierz konia, dodaj do tępa, mocniej działaj łydkami, użyj bata, skróć czarną wodzę". Po tych komendach pojawia się moment, w którym jeździec udowadnia koniowi, że nad nim panuje i ma władzę. Wszystko ogranicza się tu do pozornego posłuszeństwa wywołanego bólem, władzy i dominacji człowieka. Czy tak to powinno wygladać? Szczerze w to watpię. Gdzieś po drodze niektórzy zgubili sens i powód, dla którego obcują z tymi zwierzętami.
Powinniśmy dawać wszystko dla naszego przyjaciela, a nie poddanego naszej władzy zaszczutego zwierzęcia, będącego cieniem istoty, uosabiającej wolność, grację, siłę i delikatność. Okazując spokój i delikatność, otrzymujemy w zamian to samo, a dodatkowo zostajemy obdarzeni prawdziwą przyjaźnią i nowym sposobem na życie. W tej pasji zawdzięczamy wszystko tym zwierzętom, a kluczem do poznania takiej wyjątkowej więzi jest cierpliwość.

once upon a december