"Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek[..]Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tyko wtedy, gdy ciało ginie."

sobota, 1 listopada 2014

Każdy człowiek ma własną odskocznię od codzienności. Sport, rysunek, muzyka czy książki. Każda z tych dziedzin tworzy własny świat, niezależny i odseparowany od aktualnych problemów dnia codziennego.
Dla mnie istniał właśnie taki, nieco odmienny od innych mały światek. Ciężko zrozumieć wielu osobom nie należącym do niego, że można z radością wstawać o poranku nawet w dni wolne, tylko i wyłącznie po to, żeby wsiąść na rower i z prędkością światła pedałować do niewielkich budynków, będących domem niesamowitych istot, które potrafiły sprawić, że najgorszy dzień nagle stawał się znośny, zaryzykuję stwierdzenie, że nawet przyjemny. Żeby lepiej zrozumieć odmienność tej pasji trzeba to bardzo szczegółowo zobrazować...

Mglisty listopadowy poranek. Idąc w kierunku wielkich drewnianych drzwi, będących wrotami do lepszego świata czujesz specyficzny zapach słomy i siana. Ręce zazwyczaj nie wyposażone jeszcze w rękawiczki(z bardzo prostego powodu, który za chwilę podam) ogrzewasz własnym oddechem. Powoli odblokowujesz zamknięcie w drzwiach, aby wślizgnąć się po cichu do środka. Tu znajduje się granica. Następnym dźwiękiem jaki słyszysz jest ciche, powitalne rżenie. W tym momencie niezależnie od temperatury panującej na zewnątrz momentalnie czujesz ciepło w całym ciele, promieniujące od klatki piersiowej, obejmując każdy najmniejszy skrawek twojego ciała. Podchodzisz do twojego prywatnego kaloryferka, posiadającego cztery długie nogi wyposażone w delikatne kopyta oraz parę dużych wpatrzonych w ciebie oczu. Otwierasz furtkę do boksu i witasz się. To jest powód, dla którego nie masz na sobie rękawiczek, a mianowicie możliwość wtulenia się w to wielkie zwierze posiadające miękką, puszystą i delikatną sierść, ogrzewającą twoje zimne ręce. Czyszczenie, siodłanie(opcjonalnie) i jedziesz na łąkę spowitą resztkami mglistego poranka. Dookoła panuje cisza, którą tylko od czasu do czasu przerywa odgłos zwierząt leśnych, rozpoczynających również swój dzień. Wielkie czekoladowe ślepia patrzą wyczekująco w twoim kierunku, a więc zamykasz wyjście z łąki. Powoli podchodzisz do tego delikatnego stworzenia i odpinasz karabińczyk. Idziesz przed siebie, a za tobą krok w krok podąża twój osobisty cień. Zatrzymujesz się- on również. Przyspieszasz- on cię goni. Podchodzisz do zwierzęcia i dajesz mu sygnał oznaczający możliwość biegu. Następnym co słyszysz jest miarowy odgłos kopty uderzajacych dźwięcznie o twarde podłoże. Na ten dźwięk czekasz cały dzień, uspokaja cię to i utwierdza w przekonaniu, że warto było tak wcześnie wstać. Zaraz potem radosne rżenie i to wielkie stworzenie znajduje się u twojego boku, patrząc wyczekująco i obdarowując cię spojżeniem wyrazającym chęć zabawy. Zachowujesz się jak dziecko, biegasz, skaczesz, budujesz więź. Po kilkunastu minutach otrzymujesz przyzwolenie na wdrapanie się na jego grzbiet. Delikatne syngały, budowanie nici porozumienia. Tych momentów nie da się porównać z niczym innym.

Tak to powinno wyglądać, jendak obecnie dla wielu osób ogranicza się to do wejścia do stajni, mocowania się z "pomocami" w postaci wypinaczy, czambonów, gum, ostróg itp. Następnie trening, zdecydowanie różniący się od tych chwil opisanych powyżej. Sprowadza się on do: "wyprostuj plecy, obciagnij pięty, utrzymuj mocny kontakt, zbierz konia, dodaj do tępa, mocniej działaj łydkami, użyj bata, skróć czarną wodzę". Po tych komendach pojawia się moment, w którym jeździec udowadnia koniowi, że nad nim panuje i ma władzę. Wszystko ogranicza się tu do pozornego posłuszeństwa wywołanego bólem, władzy i dominacji człowieka. Czy tak to powinno wygladać? Szczerze w to watpię. Gdzieś po drodze niektórzy zgubili sens i powód, dla którego obcują z tymi zwierzętami.
Powinniśmy dawać wszystko dla naszego przyjaciela, a nie poddanego naszej władzy zaszczutego zwierzęcia, będącego cieniem istoty, uosabiającej wolność, grację, siłę i delikatność. Okazując spokój i delikatność, otrzymujemy w zamian to samo, a dodatkowo zostajemy obdarzeni prawdziwą przyjaźnią i nowym sposobem na życie. W tej pasji zawdzięczamy wszystko tym zwierzętom, a kluczem do poznania takiej wyjątkowej więzi jest cierpliwość.

once upon a december


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz